M35 Mittlere Panzerwagen (ADGZ-STEYR) / 1:35 HobbyBoss

Krótki rys historyczny:

Pojazd ten produkowany był w Austrii w latach 1935-1937, po aneksji niemieckiej przejęty i wcielony w struktury Armii III Rzeszy.

W sumie wyprodukowano 52 egzemplarze.

Załoga składała się z 6 osób, w tym dwóch kierowców – pojazd posiadał dwa stanowiska do prowadzenia, dzięki temu osiągi i manewrowość przy jeździe w przód i w tył były identyczne.

Pojazdy wcielone były w struktury policji i Waffen-SS. Brały udział w kampanii w Polsce (m.in. w szturmie na Pocztę Gdańską), a także na froncie wschodnim do walki z partyzantką radziecką na terenach okupowanych w ZSRR.

Kliknij na dowolne zdjęcie aby je powiększyć

Kilka zdjęć z epoki rzeczywistego pojazdu. Od razu obserwuję jak światło pada na poszczególne elementy pancerza tworząc rozjaśnienia i cienie.

Tu dobrze widać gdzie osadza się brud i błoto. Na wcześniejszych zdjęciach zauważyłem, że pojazdy były dość czyste.

Umiarkowana ilość części.

Jak zwykle u HobbyBoss świetne opony, jest też całkiem sporo blaszek.

Na dole blaszka wycięta z ramki. Na górze ta sama po uformowaniu.

Kanistry składają się z pięciu części, w tym jednej blaszki.

Tłumik potraktowałem agresywnie klejem, podtapiając go nieco. Potem gdy plastik zmiękł „porysowałem” go twardym pędzlem. Dzięki temu przygotowuję sobie fakturę pod przyszłą rdzę.

Wszystkie elementy plastikowe świetnie spasowane, czysta przyjemność składania.

W lufach karabinów próbuję zaznaczyć wylot. Używam zwykłej szpilki.

Jest przyzwoicie, zbyt mała średnica na użycie wiertła.

Do wycinania drobnych blaszek używam zaokrąglonego nożyka. Ważne, aby cięć nie wykonywać na miękkiej macie tylko na twardym podłożu, inaczej blaszki odkształcą się. Ja używam szklanej płytki.

Do spiłowania łączeń ramki najlepiej użyć pilnika diamentowego, a nie zwykłego.

Przy pomocy tego narzędzia do wyginania blaszek, nadaję częściom wymagany kształt. Wykałaczka dla pokazania skali.

To najmniejsze części tego modelu.

Uchwyty do narzędzi na pojeździe – zrobione z trzech części.

Przygotowanie do malowania.

Elementy podwozia tym razem malowałem oddzielnie i złożyłem później. Zdecydowanie usprawniło to pracę i dokładność malowania.

Po nałożeniu podkładu wszystko pomalowane kolorem bazowym.

A części podwozia, te do których nie dochodzi światło – przyciemnionym kolorem bazowym.

Następnie rozpocząłem malowanie metodą modulacji koloru. Pierwsze rozjaśnienie.

Następnie drugie rozjaśnienie.

Drugie rozjaśnienie nałożyłem w miejscach pierwszego rozjaśnienia, ale w mniejszym zakresie. Tym sposobem chcę uzyskać na modelu efekty światła i cieni, powodujące pogłębienie wrażenia przestrzenności (efektu 3D).

Ostatnim etapem modulacji jest kolejne rozjaśnienie – tym razem wyłącznie wszystkich drobnych detali jak haki, śruby, nity, małe włazy.

Na tym etapie pojazd wygląda co najmniej dziwnie, ale kontrasty między odcieniami znacznie się zmniejszą w dalszych etapach prac, po nałożeniu washa i brudzeniu.

Teraz kolej na malowanie krzyży.

I niestety, zbyt mocno rozcieńczona biała farba rozlała się pod maską.

Musiałem ten element w całości malować od nowa, czyli zakryć babol szarym bazowym, potem jeszcze raz insygnia.

Tak wygląda model po malowaniu w modulacji kolorem bazowym.

W następnej kolejności wykonałem uszkodzenia pojazdu – obicia, zadrapania. Następnie tradycyjnie wash (łosz).

Aby ożywić i nieco urozmaicić szary kolor pojazdu, z mieszanki farb olejnych wykonałem niebieskoszary filtr, który nałożyłem na cały model.

Tłumik. Pomalowałem go w kolorze imitującym aluminium, następnie kolorami w odcieniach rdzy nakładałem gąbką drobne plamki tworząc efekt zniszczenia od strony wierzchniej, gdzie na tłumik działają czynniki atmosferyczne. Całość ujednoliciłem filtrem w kolorze rdzy.

Kanistry zróżnicowałem tak, aby dodać kolorowych akcentów i przełamać szarość pojazdu. Podobnie jeden z lewarków pomalowałem na kolor piaskowy. Powiedzmy, że jeden z kanistrów i podnośnik zostały pożyczone z innego pojazdu. Kanister na wodę oznaczało się natomiast białym krzyżem, aby nie zrobić przypadkiem herbaty z paliwa.

Opony. Bieżniki dość mocno podszlifowałem, aby zgubić nadlewkę na środku, a ponadto, by nadać wrażenia zużycia, starcia bieżnika.

W końcu to nie auto z salonu. Potem opony zostały dokładnie umyte by pozbyć się pyłu, a następnie pomalowane na kolor gumy.

Łopatę i kilof pomalowałem tradycyjnie, tym razem do imitacji drewna użyłem takich farb:

Teraz to co lubię najbardziej, czyli postarzanie i brudzenie. Najpierw zacieki.

Tym razem do brudzenia pojazdu wykorzystam tylko pigmenty. Do utworzenia „starego brudu” pigmenty nakładam i utrwalam na mokro przy pomocy płynów Pigment Fixer i Odourless Thinner w proporcji 50/50, natomiast kurz i świeży brud to suche pigmenty, wcierane.

Zacząłem prace nad podstawką. Wypróbuję metodę odciskania faktury podłoża za pomocą specjalnej rolki. Materiał, to masa plastyczna modelarsko-rzeźbiarska, która twardnieje pod wpływem powietrza. Wymyśliłem sobie kamienistą drogę.

Nie wyszło idealnie równo, ale uznałem to za zaletę. Teraz naleśnik docinam i przyklejam do bazy ze styroduru.

Aerografem nałożyłem podkład i szary kolor bazowy. Następnie pędzelkiem pomalowałem poszczególne kamienie w różnych odcieniach szarego.

Na całość kładę warstwę zmieszanych, mokrych pigmentów.

Po wyschnięciu (przyspieszam wszystkie kolejne etapy przy pomocy suszarki do włosów), uzyskujemy taki efekt:

Teraz gąbką i ręcznikami papierowymi ścieram „błoto” z kamieni.

Zastosowałem jeszcze brązowy wash, a na koniec przetarłem delikatnie kamienie różnymi jasnymi pigmentami.

EFEKT FINALNY

Model wraz z podstawką ukończone w październiku 2020 roku.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

Lubię to! Subskrybuj